Kto się boi InFlavo?

Nic mnie już nie zdziwi: co jakiś czas natrafiam na wypowiedzi rozmaitych “guru”, tudzież “autorytetów” lub wszelakiej maści “ekspertów”. A to jeden pisze, że pozycjonowanie jest bez sensu (bo zarabiają ponoć tylko pozycjonerzy, którzy wmawiają nam, iż  pozycjonowanie ogólnie, a już szczególnie longtail jest nam niezbędne, wymyślając zresztą co rusz  jakieś  inne durne produkty, nikomu niepotrzebne jak tylko im samym do krojenia kasy z wirtualnych sklepikarzy). Inny jeszcze przekonuje, że Allegro jest be (bo po pierwsze bazarem śmierdzi a dwa, że też kroi sprzedawców i na swoje ciężko wyjść, a tak w ogóle chłam i szmira, porządni ludzie tam nie kupują), a jeszcze inny, że porównywarki to takie szatańskie narzędzie na którym tylko one same zarabiają, a zwyczajny sklep co najwyżej z torbami pójdzie korzystając z tego badziewia. A teraz następny wyskoczył ze swoim larum rety “NIE zakładaj sklepu na Facebooku”. I że jeszcze nie teraz, a niby dlaczego nie teraz?! a bo paru kolesi od 2 tygodni czy nawet  i 4 ma takie cudo w wersji beta i mówią, że nic jeszcze nie zarobili, co jest miażdżące :D

Brawo, brawo, Krzysztofie B., właśnie dołączyłeś do grona “ekspertów” usiłujących wmówić nam, że znowu jakieś cholerstwo się ponoć nie opłaca! Tymczasem – od Bałtyku aż do Tatr, od gigantów (Agito, Komputronik) po maleńkie niemal nikomu jeszcze nieznane sklepiki – wszyscy się albo pozycjonują, albo są obecni w porównywarkach, albo sprzedają na Allegro, albo zakładają (lub planują) sklep na Facebooku. Najczęściej jednak łączą różne kanały sprzedaży i eksperymentują z różnymi formami promocji/komunikacji/dotarcia do klienta.

Pisanie zatem  o tym, by NIE zakładać sklepu na Facebooku jest taką samą kolejną BZDURĄ ROKU jak pierdzenie na blogu o tym, aby się NIE pozycjonować, NIE sprzedawać na aukcjach, NIE podpinać sklepu pod porównywarki itd. Albowiem każdy z blogujących “ekspertów” jest tryskającą krynicą mądrości czego NIE robić! O ile jednak uniwersalne uwagi czego nie robić skierowane do wszystkich czytających bloga mogą być przydatne w stosunku do kwestii ogólnych (np. nie wstawiaj w swoim sklepie/aukcji fotek produktu z watermarkiem konkurencji, bo to obciach) o tyle nawoływania do NIE korzystania z tego czy tamtego narzędzia promocji (bo ponoć się nie opłaca, ale tak konkretnie nie wiadomo komu tak, a komu nie, bo tego już blogerzy najczęściej nie piszą), są kompletnie pozbawione racji bytu!

Każdy bowiem sklep powinien mieć (i z reguły ma) SWOJĄ WŁASNĄ stategię rozwoju, promocji marki i budowania wizerunku (jeżeli jeszcze jej nie masz, to natychmiast  powinieneś ją opracować!).  W związku z tym jeśli ktoś uważa, że jemu do realizacji jego biznesowych celów potrzebne  są takie narzędzia jak  np. porównywarka (aukcje Allegro, pozycjonowanie, sklep na Facebooku, niepotrzebne skreślić) to będzie korzystał z takich narzędzi, a jak nie to nie. Koniec kropka. Wszelkie dyskusje akademickie  czy się dana forma promocji opłaca czy nie, czy się przyjmie czy nie, czy jest potrzebna czy nie – są zatem zwyczajnie pozbawione sensu, bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. To co się jednemu sklepowi opłaca i wpisane jest w jego strategię – niekoniecznie musi odpowiadać innemu. Jak komuś nie będzie na sercu leżeć bliskość z klientem, jeśli będzie się bał kontaktu one-to-one, to nawet fanpage’a na FB nie założy, bo po co mu to. Toć jest dobrze tak jak jest, po co mi jakieś fejsbuki i takie tam.  Social Media jakieś.  Czy coś tam.

Sklep na Facebooku tymczasem – podobnie jak każda inna forma bytności w sieci – nie jest rybą, jest wędką. To jest narzędzie – tak jak aukcje, porównywarki, widoczność w wyszukiwarce i wiele innych (mailing, blog firmowy, kampanie banerowe, programy partnerskie, kampanie AdWords itd.). Można spieprzyć wszystko. Albo wszystko doprowadzić do maestrii, jeśli się wie, co należy z takim narzędziem robić. I jak badać jego skuteczność. Tego Krzysztof Bartnik niestety nie wie.

Pozdrawiam,

Marlena Bhandari

Taki mały P.S. dla tych co  nie wiedzą CO ROBIĆ po lekturze co poniektórych blogów domorosłych (tzw.) autorytetów Made in Poland – wisienka na torcie czyli guru piosenki alternatywnej Wojtek Młynarski:

Wojciech Młynarski

Róbmy swoje

Raz Noe wypił wina dzban
I rzekł do synów – Oto
Przecieki z samej góry mam,
Chłopaki, idzie potop!

Widoki nasze marne są
I dola przesądzona,
Rozdzieram oto szatę swą,
Chłopaki, jest już po nas!

A jeden z synów, zresztą Cham,
Rzekł – Taką tacie radę dam:

Róbmy swoje,
Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje,
Póki jeszcze ciut się chce,
Skromniutko ot, na swoją miarkę
Majstrujmy coś, chociażby arkę – tatusiu,
Róbmy swoje,
Może to coś da? Kto wie?…

Raz króla spotkał Kolumb Krzyś,
A król mu rzekł – Kolumbie,
Idź do lekarza jeszcze dziś,
Nim legniesz w katakumbie,

Nieciekaw jestem, co kto truć
Na twoim chce pogrzebie,
Palenie rzuć, pływanie rzuć
I zacznij dbać o siebie!

Skłonił się Kolumb niczym paź,
Po cichu tak pomyślał zaś:

Róbmy swoje,
Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje,
Póki jeszcze ciut się chce,
I zamiast minę mieć ponurą
Skromniutko ot, z Ameryk którą – odkryjmy,
Róbmy swoje,
Może to coś da? Kto wie?…

Napotkał Nobel kumpla raz,
A ten mu rzekł – Alfredzie,
Powiedzieć to najwyższy czas,
Że marnie ci się wiedzie.

Choć do retorty wciąż cię gna,
Choć starasz się od świtu,
Ty prochu nie wymyślisz, a
Tym bardziej dynamitu!

Spłonił się Nobel niczym rak,
Po cichu zaś pomyślał tak:

Róbmy swoje,
Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje,
Póki jeszcze ciut się chce,
W myśleniu sens, w działaniu racja,
Próbujmy więc, a nuż fundacja – wystrzeli,
Róbmy swoje,
Może to coś da? Kto wie?…

Ukształtowała nam się raz
Opinia mówiąc – Kurczę,
Rozsądku krztyny nie ma w was,
Inteligenty twórcze.

Na łeb wam wali się ten kram,
Aż sypią się zeń drzazgi,
O skórze myśleć czas, a wam -
Wam w głowie wciąż drobiazgi.

Opinia sroga to, że hej,
Odpowiadając przeto jej:

Róbmy swoje,
Pewne jest to jedno, że
Róbmy swoje,
Bo dopóki nam się chce,
Drobiazgów parę się uchowa:
Kultura, sztuka, wolność słowa, dlatego
Róbmy swoje,
Może to coś da? Kto wie?…

Róbmy swoje,
A Ty, Widzu, brawo bij,
Róbmy swoje,
A ty nasze zdrowie pij,
Niejedną jeszcze paranoję
Przetrzymać przyjdzie robiąc swoje
, kochani,
Róbmy swoje,
Żeby było na co wyjść!

Przyznacie, że Młynarski jest w tym kontekście po prostu BEZBŁĘDNY? :D

Komentarzy (13)

Krzysztof BartnikPaździernik 4th, 2010 at 8:31

Pani Marleno, kiedy kończą się argumenty zaczynają się przepychanki słowne. Niestety, Pani również nie przeczytała tego co napisałem ze zrozumieniem i zarzuca mi Pani rzeczy, których nie napisałem. Ja też planuje założyć sklep na Facebooku, ale jeszcze nie teraz – czy to tak trudno zrozumieć? Zarzucanie mi, że czegoś nie wiem to również zaczepka słowna i ja też mogę napisać, że Pani Marlena Bhandari tego i tamtego niestety nie wie. Też umiem użyć języka polskiego do napisania wszystkiego pod siebie, to nie jest trudne. Niestety, Pani wpis niczego nowego do naszej dyskusji nie wnosi i to jest przykre. O “robieniu swojego” też pisałem na swoim blogu http://www.ekomercyjnie.pl/niech-twoj-sklep-internetowy-sciga-sie-sam-ze-soba/, ale tak to jest kiedy czyta się wybrane informacje i interpretuje je na swój sposób. Chłodno pozdrawiam.

adminPaździernik 4th, 2010 at 9:08

Na swoim blogu piszę to, co myślę – czyli jak każdy, Pana nie wyłączając. Zatem to nie są ani słowne przepychanki, ani nie biorę udziału w “naszej dyskusji”, więc moim zamiarem nie było wnoszenie doń czegokolwiek, lecz wyrażenie swojej opinii i napisanie co myślę na dany temat. Mogłam zrobić to w stylu Pawła Fornalskiego, pisząc posta-parodię, podstawiając pod słowo “serwisy społecznościowe” – “katalog sklepów”, a pod słowo “Facebook” – “Najsklepy.pl”, zadając pytanie sklepom czy te 10 zł netto miesięcznie jakie wydały na wpis premium któremuś ze sklepów już się zwróciły, ile dostały wartościowego ruchu z w/w strony i kto na tym zarabia. Ale jeden post-parodia już powstał, Paweł Fornalski mnie uprzedził ;) Pozdrawiam gorąco w ten chłodny dzień.

WojtekPaździernik 4th, 2010 at 10:00

Skoro krytykujesz Krzyśka, Marcina, Pawła i mnie za to, że odradzamy jakieś narzędzia, to myślę, że warto wspomnieć o Twoim mężu, który robi to dokładnie samo (tylko w drugą stronę). Do tego z dużo większą częstotliwością. Skoro odradzanie wyszukiwarek/porównywarek/social media jest be, to rekomendowanie jest aja? Zaleciało hipokryzją.

Marcin BalawejderPaździernik 4th, 2010 at 10:55

@Viren
Ty masz tak w domu codziennie?

adminPaździernik 4th, 2010 at 11:19

Właśnie, Wojtku: poruszyłeś bardzo ważną kwestię. Wszyscy blogerzy napisali czego NIE robić, podczas gdy dużo cenniejsze są porady co WARTO robić i JAK to zrobić aby było warto tzn. przynosiło sprzedaż. Ogólnikowe odradzanie czy utyskiwanie do niczego nie prowadzi. To ślepy zaułek, bo każde narzędzie promocji ma swoje plusy i minusy. Zresztą gdyby właściciele sklepów brali sobie do serca te wszystkie marudzenia blogerów to nasz rodzimy e-commerce poszedłby dawno na zieloną trawkę: nikt by się nie pozycjonował, porównywarki by opustoszały, Allegro by padło, a na hasło “sklep na Facebooku” każdy reagowałby wzruszeniem ramion. Bo przecież nic z tych rzeczy się nie opłaca, tylko na nas bezczelnie zarabiają. Wszyscy wiemy, że tak nie jest, bo na każdym narzędziu sklep może zarobić o ile robi to z głową. Viren o tym wie i chwała mu za to. Nota bene na tym blogu pojawił się ongiś tylko jeden jego wpis polecający Social Media http://blog.avantigroup.pl/2009/12/01/reklama-w-social-media/ . Mój mąż należy do ludzi, którzy lubią działanie, nie pisanie.

KubaPaździernik 4th, 2010 at 12:25

Ja myślę że tekst pachnie potężną hipokryzją. Napisałaś że “Twój mąż lobię działanie a nie pisanie”. Ja myślę że jest inaczej, Twój mąż głównie piszę a mało co robi, bynajmniej nic nie widać aby robił. Nauczcie się ludzie pokory. Piszesz że domorośli eksperci się wypowiadają… a powiedz czym Twój mąż jest, jest jeszcze większych domorosłym ekspertem…2 lata po udzielał się na flakerze i facebooku i nagle światowy ekspert na wszystkich konferencjach jakie są możliwe w Polsce. Naprawdę bez jaj, nauczcie się pokory.

AniaPaździernik 4th, 2010 at 16:16

Pani Marleno mam nadzieję, że częściej będzie Pani publikować posty z poradami „co WARTO robić i JAK to zrobić aby było warto tzn. przynosiło sprzedaż”. W gąszczu branżowych blogów coraz trudniej o praktyczne wskazówki. Chętnie przeczytałabym wnikliwy artykuł o narzędziach i metodach badania skuteczności i efektywnowności sprzedaży w serwisach społecznościowych.
Czy jako osoba z ogromnym doświadczeniem w e-commerce, kierująca się nie tyle osiągnięciem zysku, co głównie maksymalizacją satysfakcji Klientów doradziłaby Pani swojej przyjaciółce (bardzo dobrej znajomej) pracującej kilka lat w korporacji, chcącej rozpocząć działalność na własny rachunek, otworzenie własnego sklepu internetowego czy raczej próbowałaby ją od tego pomysłu odwieść?

smituPaździernik 5th, 2010 at 0:16

Tak w ogóle to wszyscy jesteście śmieszni :D Specjaliści od siedmiu boleści…

Arvind JunejaPaździernik 6th, 2010 at 2:42

Pozwolę się wtrącić. Z prostej przyczyny, jestem jednym z powodów dla których Viren dotknął mediów społecznych i jak tak czytam co poniektóre posty to mi się aż przykro robi, że wciągnąłem go do miejsca gdzie jest taka zawiść. Zawiść, bo to co tu jest może dla osób trzecich wygląda na “branżową potyczkę” ale tak naprawdę jest to nic innego jak personalne przepychanki Z OBU STRON.

Viren jako człowie który działa w e-commerce pojawił się ZANIM wiedział co to w ogóle są te społeczne media. Już wtedy sprzedawał i już wtedy pisano o nim jako o polskim królu skarpetek. Prez długi okres czasu siłą e-commerce, w zasadzie tajemnicą tego JAK fajnie zarobić było znalezienie niszy i SKUTECZNE jej wypełnienie. Viren ją znalazł i w ramach Avantigroup razem z żoną, Panią Marleną, rozwijali biznes do tego stopnia, że było to często zauważane i przez media i przez samych ludzi z branży. Swoje przeszli, doświadczenia nabrali.

Historia długa, dla wielu może i nudna – ja wtedy choć doceniałem skarpetki to sam prowadzić kampanii w mediach społecznych nie mogłem bo nie czułem “klimatu”… bezwonne skarpetki to i nie ma co czuć ;) Ważne jednak, że samo opanowanie niszy nie wystarczy i z czasem trzeba pójść dalej, a wtedy dalej = social media. A, że akurat w tamtym okresie nawiązałem z Virenem kontakt i ciągle go spławiałem mówiąc, że mam to i tamto i owamto do zrobienia w mediach społecznych to w końcu się zaraził…. tyle, że został skazany sam na siebie.

Całe szczęście, w mediach społecznych to właśnie się liczy. Mieć charakter i osobę którą można “użyć” do prowadzenia kampanii. I tak zrobił. Nic więcej nie miał do wyboru, w zasadzie, nie miał też nic do stracenia. A ile do zyskania?

Ile do zyskania to widać. W krótkim czasie narobił bardzo dużo szumu, zwiększył sprzedaż i zaczął pochłaniać to czym social media płynie. Obrywał, zbierał pochwały. Dostał tak potężną dawkę doświadczeń w social media – angażował się na 110%, – że mógł się dość szybko zacząć nią dzielić.

A rynek nie jest głupi. Ludzie wyczuwają kiedy ktoś po prostu rzuca dowcipy a kiedy z tego coś wynika. Z tego co mówił Viren coś wynikało, zawsze, i dlatego tak często był zapraszany. Ba, nawet słyszałem, że więcej osób go zapraszało, ale się bało… właśnie przez to, że jest jaki jest. Bezpośredni, szczery i no cóż, nie zawsze ugładzony.

A Polska to taki kraj, że miarę sukcesu liczy się ilością wrogów. Tak mówią przynajmniej. Ja wrogów chyba nie mam a sukces ponoć jakiś już odniosłem. Pojawiły się więc sprzeczki. Ludzie zaczęli wykorzysytwać fakt, że Viren jest jaki jest i pojawiały się prowokacje, zagrywki, dziwne zagrania. Skończyła się przyjaźń z flakerem gdzie “tubylcy” oczywiście później sprawili, że nagle CAŁY flaker vs Viren (osobom które uznały że Viren to wróg flakera jako społeczności bo inni tak mówią chyba powinny przemyśleć temat, nie nalegam, ale polecam)….

i tak życie się toczy, Viren robi swoje, branża też. W końcu Viren wychodzi poza obszar dotychczasowych działań i mając świeży w miarę umysł ale zarażony magią social media wchodzi w nowy obszar, Facebook, social commerce. Wchodzi w to od razu bo zna to, poczuł to i wie, że to działa. Pojawia się fbshop, pojawia się te sławetne ~270 sklepów zainteresowanych produktem i co dalej? Projekty kosztują. Pojawia się ogromny inwestor. Projekt zostaje wsparty przez ludzi którzy juz nie jedno przeszli i wiedzą co robią (mówię o inwestorach, nie o zespole…).

Nagle człowieczek który pojawił się znikąd i z miejsca “został guru”, rozpoczyna projekt na który dostaje 6 zerową sumę w ramach wsparcia. Projekt zmienia nazwę, buduje się nowa marka. Sam pomysł sklepów już wykorzystywany przy pomocy wielu aplikacji za granicą…ta jest jednak trochę inna bo poza sklepami ma coś więcej do zaoferowania. Coś więcej bo jest w niej nie tylko kopia sklepu one to one ale i to na czym Viren i duża część zespołu projektowego InFlavo znają się najlepiej. Możliwość wykorzystania w sprzedaży mediów społecznych.

A potem co? Zawiść? Zazdrość? A może cokolwiek innego? Niby nie mnie oceniać ale jednak nie mogę czytać jak specjaliści – i mówię to z uznaniem, nie pogardą – zamiast się wspierać, cieszyć że w Polsce pojawia się coś super, coś co może konkurować z zagranicznymi projektami i w żaden sposób nie odstaje od nich a nawet wyprzedza – biją się po ryjach za przeproszeniem.

No bo co to ma być? Tak szczerze, spójrzcie na to co się tu wyprawia..
Miałem tu krok po kroku przejść po tym od czego się zaczęło i wyciągnąć merytoryczne fragmenty i błędy w komunikacji i wszystko inne ale są dwa powody dla których tego nie zrobię.

1 . Jest 2:30 i nie mam sił na to.
2 . I mogę sobie odpuścić bo jesteście dorosłymi ludźmi. Wszyscy. I macie oczy, i swój rozum i świadomość tego, że od Waszych sporów lub ich braku zależy JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁ e-commerce w Polsce. Bo prawda jest taka, że Waszym wrogiem/konkurentem czy barierą nie są “inne firmy z branży” a bariery które przed Wami WSZYSTKIMI stoją. I dopóki nie zaczniecie się skupiać na ich pokonywaniu i cieszyć się z sukcesów innych to dupa z tego będzie. Fakt, ciężko się cieszyć że konkurencji coś wychodzi, ale zawsze można poszukać tego co im NIE wyszło… i nie, nie napisać o tym.. ZROBIĆ COŚ LEPSZEGO.

Nie gadanie a działanie buduje, tworzy i rozwija.

——-

Odnośnie Hipokryzji. Niech każdy mówi za siebie. Viren to człowiek o którym jako ostatnim bym powiedział, że dużo pisze. Dużo gada. Oj tak, ale nawet na szkolenia chodzi bez slajdów bo jego gadanie niesie ze sobą dużą dawkę konkretów, wiedzy itd. Dla niego pisanie to strata czasu. Wystarczy chwilę z nim pogadać by się zorientować, że tak jest.

Nie oznacza, że jego żona ma robić dokładnie to samo. Rozumiem, że jesteśmy romantykami i para = jedno i to samo ale to tak nie działa.

——-

Aniu, ode mnie dodam. Jak widzisz branża jest pełna osób które w nią nie wierzą. Jeśli więc uwierzysz, ustalisz jaki masz cel – szybko sprzedać ileś, ileś zarobić, szybko dotrzeć do iluś odbiorców itd. – i wybierzesz drogę – poprzez niskie ceny, fajną ofertę, super fajny sposób zakupu towarów – to kasa klientów czeka na Ciebie. Pytania i odpowiedzi przyjdą w trakcie drogi.

— Dobranoc moi mili ;)

P.S. Jakby się ktoś zastanawiał co należałoby teraz zrobić… ja bym sugerował wspólne wzajemne przeprosiny – forma dowolna, kiwnięcie głową, pomachanie, pokazanie kciuka czy uśmiech na zgodę – i radosne życie w harmonii w świecie pełnym jagód i maaaaale popłynąłem… ;) ))

AniaPaździernik 6th, 2010 at 20:26

@Arvind popłynąłeś stylem zmiennym… ja zresztą też ;) )

Przyznaję się, że publiczna publikacja postu na Flakerze to niezbyt dobre posunięcie, ale jak widać skuteczne. Nie jestem przyzwyczajona do ponad 24-godzinnego oczekiwania na moderację. Poza tym w moim komentarzu są tylko odniesienia do wpisów Pani Marleny (pytania zgłaszane wcześniej jako propozycje dla panelistów konferencji EcommerceStandard na stronie http://www.facebook.com/InternetStandard i na Flakerze), więc mocno zdziwiły mnie informacje o ataku i jadzie.

Nie zamierzam ponosić konsekwencji i przepraszać za słowa innych oraz wnikać w jakieś personalne animozje. Chciałabym po prostu podyskutować na tematy związane z wpisem i ogólnie o e-commerce.

Dziękuję za sugestie, ale wolałabym jednak uzyskać odpowiedzi bezpośrednio od Pani Marleny, a jeśli nie doczekam się ich, to mam nadzieję, że Ty usłyszysz kilka słów na temat wchodzenia na rynek poprzez stosowanie strategii niskich cen i sensie wyznaczania sobie zysku jako celu.

adminPaździernik 7th, 2010 at 0:54

@ Ania – ponieważ mój wpis wywołał małą burzę, niedługo opublikuję jego kontynuację, postaram się tam rozwinąć nieco ten wpis.

@ Arvind – uśmiech jak najbardziej, zawsze mile widziany. Zaczynam pierwsza —> :) A gdyby to był Skype, to by było i pomachanie, kiwnięcie głową i pokazanie kciuka – tam są takie fajne animowane emotikonki. Pozdrawiam Cię serdecznie i dziękuję za dłuuuugi i bardzo treściwy komentarz,

AniaPaździernik 7th, 2010 at 7:46

@Admin fajnie ;) )

KubaPaździernik 7th, 2010 at 16:53

:-)

Zostaw komentarz

Twój komentarz